W Międzyzdrojach odbyła się kolejna z cyklu przedwyborczych debat Fundacji WWF Polska, z udziałem kandydatów do Parlamentu w jesiennych wyborach, której celem jest przybliżenie lokalnej opinii publicznej pomysłów polityków na rozwiązanie najważniejszych problemów środowiskowych związanych z samym morzem i regionem Morza Bałtyckiego. Wszyscy byli zgodni, że  dbałość o Morze Bałtyckie to zarówno najważniejsza sprawa dla samorządu lokalnego, jak i polskiego rządu. Poruszano m.in. tematy związane ze zmianą klimatu, przełowieniem i krytycznym stanem bałtyckiego dorsza, eutrofizacją, zanieczyszczeniem plastikiem, oraz sieciami widmo. W debacie w Międzyzdrojach udział wzięli: Jarosław Rzepa (wicemarszałek województwa zachodniopomorskiego, PSL), Dariusz Wieczorek (przewodniczący zachodniopomorskiego SLD, Lewica).

fot. WWF Polska

Debatę w Międzyzdrojach rozpoczęła Anna Sosnowska, specjalistka ds. ochrony ekosystemów morskich w Fundacji WWF Polska przedstawiając prezentację o wybranych problemach Morza Bałtyckiego oraz analizie przyszłości Polski zawartej w raporcie „2050 Polska dla Pokoleń”. „Przesłanie przewodnie naszych debat to: Przyszłość Polski leży w naszych rękach. To my wybieramy polityków, którzy kształtują przyszłość Polski i decydują o tym w jaki sposób będzie wykorzystywane środowisko naturalne i jego zasoby. Jeszcze niedawno problemy środowiskowe takie jak zmiana klimatu, przełowienie, zakwity sinic czy susza, wydawały się przeciętnemu Polakowi bardzo odległe. Obecnie spotykamy się z nimi na co dzień. Dotykają nas skutki zmiany klimatu, susza powoduje, że mamy coraz droższą żywność w sklepach, więc musimy coraz bardziej odpowiedzialnie podchodzić do tego w jaki sposób traktujemy środowisko.” – mówiła Anna Sosnowska.

Z wyników badań opinii publicznej wynika, że Polacy chcą, aby politycy traktowali priorytetowo temat ochrony środowiska i uwzględniali je w swoich programach wyborczych. Zgodnie z wynikami badań 45 procent Polaków jest niezadowolonych z obecnej sytuacji i chce, żeby działania na rzecz ochrony przyrody zostały wzmocnione. Dlatego Fundacja WWF Polska zaprosiła do debaty polityków z regionu, aby wspólnie z mieszkańcami porozmawiać o tym, co zamierzają zrobić, aby poprawić sytuację Bałtyku i wybrzeża.

Kierunek rozwoju – turystyka i OZE 

Wicemarszałek Jarosław Rzepa z PSL zwrócił uwagę, że województwo zachodniopomorskie jest obdarzone najdłuższą w Polsce linią brzegową i dzięki temu może świetnie rozwijać się u nas gospodarka turystyczna. – Druga ważna gałąź gospodarcza to rolnictwo, jednak w tym obszarze trzeba zachować ostrożność względem możlowości spływuazotu i fosforu do wód. Od wielu lat obserwuje się to, że w regionie rybaków jest coraz mniej, ale są programy, które stwarzają im alternatywy i wielu z nich przebranżawia się np. na działalność turystyczną. – powiedział. Duży potencjał Jarosław Rzepa dostrzegł w odnawialnych źródłach energii m.in. w farmach wiatrowych. 

– Mamy tę komfortową sytuację, że mamy dobre warunki wietrzne. Do 2014 wykorzystywaliśmy ten potencjał. Byliśmy w tej kwestii bardzo zaawansowani w naszym województwie, ale to stanęło. Polacy tak naprawdę chcą odnawialnych źródeł energii. Prąd wytwarzany w ten sposób już nie jest tak kosztowny jak kiedyś. Postęp technologiczny poszedł do przodu. Jako PSL zawsze byliśmy za tego typu rozwiązaniami. Najlepsza perspektywa to taka, żeby energia odnawialna stanowiła 50 procent naszej energii do 2050 roku. Znajdźmy tylko rozwiązania techniczne. Od tego są naukowcy i inżynierowie. My mamy warunki. Nasz węgiel jest coraz droższy, coraz mniej konkurencyjny cenowo w porównaniu do rynku światowego. Nie musimy go sprowadzać, bo możemy przynajmniej w dużej części przejść na energetykę odnawialną. Jest gaz, który może trafiać do nas ze świata, ale może tez być produkowany u nas w biogazowniach. Mówiliśmy już, że w każdej gminie taka biogazownia powinna się pojawić – mówił Jarosław Rzepa. 

Dariusz Wieczorek (Lewica) zgodził się z przedmówcą w kwestii poparcia dla odnawialnych źródeł energii. On również uważa, że zachodnie wybrzeże Polski ma ku tego typu rozwiązaniom wyjątkowo dogodne warunki. W swojej wypowiedzi podkreślał również, że dbałość o Morze Bałtyckie to zarówno najważniejsza sprawa dla samorządu lokalnego jak i polskiego rządu. 

Wspólnie walczmy z nadmiernymi połowami – Polska powinna być liderem w ustalaniu limitów połowowych

Kolejnym problemem dotykającym Morze Bałtyckie poruszanym w debacie był temat przełowienia, czyli nadmiernych połowów ryb – zarówno usankcjonowanych, jak i nielegalnych. Zbyt intensywnie prowadzone połowy, naruszają możliwości odtwórcze populacji, co prowadzi do zmniejszenia liczebności stad ryb. – „Przykładem konsekwencji niezrównoważonych połowów jest sytuacjia zachodnich stad dorsza i śledzia, które od 2004 r. zmniejszyły się aż o 30%.” – powiedziała Anna Sosnowska. – „W lipcu 2019 r. Komisja Europejska wprowadziła zakaz ukierunkowanych połowów na dorsza ze stada wschodniego obowiązujący do końca bieżącego roku. Doradztwo naukowe rekomenduje w tym przypadku limit połowowy na 2020 r. w wysokości zero ton” – dodała.

Obaj politycy biorący udział w debacie zgadzali się z tym, że problem przełowienia powinien być rozwiązany, a w kwestii przeciwdziałania tego typu szkodliwym zjawiskom należy współpracować z innymi krajami. Dariusz Wieczorek dodał, że zmianie musi ulec także podejście do sprawy władz w Warszawie. – Działania musimy koordynować. Współpraca z naszymi sąsiadami, z krajami skandynawskimi jest kluczowa. To co się dzieje powinno wzbudzać niepokój, a działania polskich władz powinny dążyć do tego, żeby zatrzymać ten bardzo zły proces, który nam grozi, że za chwilę dojdzie do sytuacji, w której nie będziemy mieli dorsza, bo stado wyginie. 

Prowadzący debatę Wacław Lipiec wskazał, że Unia Europejska nakazuje do 2020 roku zakończyć nadmierne połowy. Pojawiły się pytania: czy Polska powinna objąć przywództwo, aby ustalać właściwe wielkości połowów i doprowadzić do ograniczenia działalności, która prowadzi do wyniszczania stad. Jarosław Rzepa (PSL) mówił, że wyniki badań naukowych są pewną wskazówką i powinny sugerować politykom działania, jakie należy podjąć. – Na Bałtyku nie jesteśmy sami. Działanie musi być wspólne. Jeżeli tylko Polska będzie działać, bez współpracy z innymi krajami, to nie przyniesie to efektu końcowego. Jestem za tym, żeby to Polska była inicjatorem i liderem takich działań. – mówił Wicemarszałek. Nawiązując do problemu karłowacenia dorsza  i spadku liczebności populacji stwierdził również, że decyzje muszą być drastyczne. Trzeba jednak znaleźć rekompensaty lub wprowadzić regulacje dla rybaków, które pozwolą im normalnie funkcjonować. 

Dariusz Wieczorek z Lewicy dodał, że rozmowa toczy się z punktu widzenia wąskiej grupy pracowniczej i problemy rybaków, którzy tracą źródło dochodu, być może w Warszawie są nie do końca zrozumiałe. – Musimy zdać sobie sprawę, że będzie to wymagało, być może, pewnej zmiany filozofii tłumaczenia. Jako pierwszy cel musimy postawić ochronę środowiska i mówić, że należy wstrzymać połowy, żeby stada mogły odrodzić się i odbudować. I to kosztuje. Tutaj musi być ujęty interes rybaków – mówił. Przedstawiciel Lewicy relacjonował również swoje rozmowy z rybakami z Międzyzdrojów, którzy skarżyli się, że rybacy ze Skandynawii nie przestrzegają zasad. I tutaj ponownie podkreślił konieczność współpracy międzyrządowej, w tym z Unią Europejską. 

W dalszej dyskusji pojawiło się pytanie o to, czy UE rzeczywiście jest instytucją, która tylko narzuca i nakazuje Polsce określone odgórnie ograniczenia. Przemawiająca później Anna Dębicka -oceanograf, wyjaśniła, że Polska jak każdy kraj unijny ma swoich przedstawicieli w Unii Europejskiej. – Każde  ustalanie kwot połowowych i zarządzanie rybołówstwem dzieje się przy konsensusie wszystkich krajów unijnych, w tym naszego przedstawicielstwa – Ministra ds. Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej – wyjaśniła Anna Dębicka.

Dębicka opisała proces składający się z kilku kroków – w jaki sposób dokonuje się ustalanie kwot i jaki wpływ ma na to strona polska. Nasz departament rybołówstwa w Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej zatrudnia kilkudziesięciu urzędników i oni reprezentują nas na spotkaniach, gdzie mają możliwość wpływać na przedstawicieli innych państw UE by ustalać kwoty połowowe w sposób zrównoważony, zgodnie z doradztwem naukowym.  

Zanieczyszczenie morza – substancje biogenne i zagubione sieci rybackie – kto powinien wziąć odpowiedzialność?

Następnym problemem poruszanym w ramach debaty było zanieczyszczenie morza. Substancje biogenne, takie jak azot i fosfor, pochodzące m.in. ze ścieków bytowych, przemysłowych i z rolnictwa spływają rzekami do morza i powodują przeżyźnienie wód. Przyczynia się to do występowania zakwitów glonów i sinic w okresie letnim oraz do powstawania martwych stref na dnie morza. Sytuacja ta ma negatywny wpływ zarówno na ekosystem morski jak i na turystykę nadmorską.

Problem zanieczyszczeń jest oczywiście ważny i jest to sprawa do rozwiązania na szczeblu rządowo-samorządowym, bo zanieczyszczenia pochodzą również z rolnictwa i działalności człowieka, chociaż niekoniecznie w naszym regionie. To szerszy problem w sensie analizy, co dzieje się jeżeli chodzi o oczyszczalnie ścieków, dbałość o środowisko w każdej z gmin i w tym zakresie powinniśmy poprawić skuteczność kontroli, działań i wydatkowania środków z Unii Europejskiej na proekologiczne działania. Morze Bałtyckie to nasza perełka i powinniśmy dbać o kwestie rozwoju turystycznego i połowów – mówił Dariusz Wieczorek. Zgodził się z nim Jarosław Rzepa, dodając, że trzeba zapewnić odpowiednie finansowanie dla rolników w celu wprowadzania odpowiednich praktyk ograniczających emisję azotu i fosforu z gospodarstw. Rzepa podkreślił, że ważne jest zapewnienie dobrych warunków funkcjonowania i rozwoju zarówno dla rybaków jak i rolników.

Sporo dyskutowano również na temat kwestii odpadów, w tym utraconego sprzętu połowowego – tzw. sieci widmo. Sieci, które zostaną utracone w czasie połowu np. zaczepione i zerwane o wraki – dalej łowią ryby i stanowią zagrożenie dla zwierząt morskich jak też nurków i jednostek pływających. Sieci z tworzyw sztucznych ulegając rozkładowi rozpadają się na mikrocząstki plastiku, który mylony z planktonem trafia później do łańcucha pokarmowego. Niestety wciąż brak systemowych rozwiązań w kwestii sieci widmo np. zapewnienia odbioru takich sieci w portach czy skutecznego rejestru. W czasie dyskusji Jarosław Rzepa zgodził się, że należy opracować skuteczny system, który sprawi, że te szkodliwe dla morza praktyki zostaną wyeliminowane, zaznaczył jednak, że rozwiązanie to powinno być przyjazne również dla rybaków. 

Barłomiej Arciszewski, ichtiolog, zastępca kierownika Stacji Morskiej Uniwersytetu Gdańskiegowspomniał o regulacjach, które określają, że każda sieć powinna być znakowana, tak samo jak łodzie i boje powinny być oznaczane. Nieoznakowane narzędzia połowowe są kłusowniczymi. – Jeżeli chodzi o zgubione sieci, to właściciel sprzętu powinien ponosić odpowiedzialność jak każdy inny. Jeżeli czyjaś jednostka spocznie na dnie, to jej właściciel jest zobowiązany do jej usunięcia, a jeżeli tego nie robi, to wykonuje to Urząd Morski, ale na koszt właściciela. Sieci nie są bezimienne i każdy rybak jest ich właścicielem do samego końca. Oczywiście to problem dla rybaków, szczególnie z tych mniejszych jednostek. Rybołówstwo wymaga coraz większych nakładów, ale przy malejącym zysku. To się dzieje od lat i jest wynikiem takiej, a nie innej gospodarki połowowej. Nie chcę wskazywać, że winni są poprzednicy sprzed 20 czy 40 lat. Chcę pokazać proces, który trwał i trwa nadal. – mówił Arciszewski.

Dariusz Wieczorek zwrócił uwagę na brak na sali jakiegokolwiek przedstawiciela Prawa i Sprawiedliwości. – Skoro rząd jest gotów wydawać miliony na system inwigilacji Pegasus, to powinno stać nasz rząd na prawidłowo funkcjonujący system inwigilacji sieci w Bałtyku. Dzisiejsza technologia pozwala znakować sieci i kontrolować, gdzie dany sprzęt się znajduje – mówił przedstawiciel Lewicy. 

Pod koniec spotkania głos zabrali także mieszkańcy i rybacy z regionu. Przedstawiciele rybaków zwrócili uwagę polityków na problem przełowienia i coraz mniejsze połowy – „Lata temu kiedy mąż wypływał w morze to gdy przywoził 3 tony flądry to uznawaliśmy to za słaby połów. Dzisiaj średni połów to zaledwie kilkaset kilogramów” – opowiadała przedstawicielka sektora. Rybacy dodali, że kwestia zanieczyszczeń morza jest dla nich istotna i to rybacy od lat angażują się w akcje w oczyszczanie morza z sieci widmo, których niektóre elementy są przez nich ponownie wykorzystywane. Przeedstawicielka WWF dodała, że w akcji oczyszczania morza z sieci widmo w 2015 r. razem z fundacją w działania zaangażowane było ok. 100 kutrów rybackich, które wyłowiły ok. 268 ton utraconego sprzętu połowowego z Bałtyku.

Przedstawicielka mieszkańców regionu ze stowarzyszenia „Klif” zwróciła uwagę polityków na kwestię ochrony krajobrazu i zachowania naturalnego bogactwa regionu jakim jest krajobraz wybrzeża.

Słuchaczami i uczestnikami debaty byli mieszkańcy regionu, a także przedstawiciele środowisk naukowych,  rybackich i turystycznych. Spotkanie w Międzyzdrojach było kolejną z debat, ale drugą o tematyce bałtyckiej, w ramach cyklu „2050. Polska dla Pokoleń. Jaką przyszłość wybierzesz?”. W środę 18 września odbędzie się debata w Kołobrzegu, 27 września w Słupsku, a 3 października w Gdyni. Wstęp na debaty jest wolny.

4 KOMENTARZE

  1. Gdzie Panowie politycy PSL i SLD byli gdy kutry niemieckie i rosyjskie masowo wyławiały łososia a polscy rybacy
    mieli wyznaczone limity na te połowy , mimo że zarybiali naszą strefę łososiem, dlaczego dopuścili do zapaści nasze przedsiębiorstwa rybackie , wszak mieli swoich przedstawicieli w Brukseli , zlikwidowali stocznie , wybory więc leją krokodyle łzy .Wszak SLD i PSL co prawda pod trochę zmienionym szyldem rządzili Polską od 1945 r. ,
    mają też swoich posłów w sejmie i sejmikach wojewódzkich . Jeszcze nie są zgrzybiałymi staruszkami a już
    pamięć zawodzi.

Comments are closed.